Nie lubię tych dni kiedy czuje zbyt wiele. Kiedy łzy są gdzieś na krawędzi powiek, ale nie mogą wypłynąć. Kiedy w klatce piersiowej czuje ogromny uścisk. Kiedy tylko czekam na atak. Na brak jednego oddechu, potem drugiego, trzeciego tak do końca. Kiedy dłonie spięte czekają na mrowienie kiedy zabraknie im tlenu we krwi. Nie lubię tych dni kiedy wystarczy że spojrzę na nadgarstek by wyobrazić tam sobie dużą ranę z której cieknie krew aż do ostatniej kropli. Kiedy marze tylko o tym aby mama mnie objęła. Kiedy chce ją zawołać i powiedzieć" mamusiu pomóż mi,pomóż mi bo chce umrzeć i nie wiem po co żyć". Kiedy boli to że nie mogę tego zrobić, bo nikt nie zrozumie że we mnie jest zło i smutek który rośnie rozrywa mnie swoimi gałęziami. Kiedy wiem że tak naprawdę nie chce umrzeć, a tylko otrzeć się o śmierć by przez chwile ludzie widzieli, ze po tej silnej dziewczynce nie ma śladu. I wiecie nie lubię tych dni takich jak dziś w których nie mogę zrobić nic by cokolwiek zmienić. Kiedy modlitwy nie pomogą, wiesz że zadawanie sobie fizycznego bólu również. Kiedy wiem że nie zmieni się nic. Kiedy wiem że zawsze będę już tym który do powiedzenia nie ma tu nic.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz