piątek, 5 grudnia 2014

Nieznajomy znajomy.

Wiecie co jest smutne ? To że wasza własna matka was nie zna. Słyszeć z jej ust słowa krytyki, porównań i kompletnego przeciwieństwa twoich myśli. Zabawne jest to że kiedy ja się martwię że nie zdam matury, ona krzyczy "jak ty niby maturę chcesz zdać ?. Kiedy ja kuje matmę  5 godzin ona krzyczy"ty się nigdy nie uczysz, wszystko masz w dupie!" Kiedy ja  myślę że jestem gorsza od wszystkich ona krzyczy "każdy daje sobie radę tylko nie ty! Z innymi dziećmi rodzice nie mają  tylu problemów !" Co teraz czuję ?
Na przemian złość, smutek i pustkę. Tak bardzo znów  potrzebuję bólu że aż mnie to przeraża. Bardziej potrzebuje jednak pustki w głowie, a nie ciągle powracających przykrych słów, własnego minusowego ego i tego  cichutkiego głosiku w głowie "tnij, skocz, będzie fajnie".





środa, 3 grudnia 2014

Zmęczona chodzeniem, spaniem, oddychaniem, życiem.

Z dnia na dzień co raz bardziej nie mogę patrzeć w lustro.
Z dnia na dzień co raz bardziej nienawidzę swoje ciało.
Za dnia w Twoich ramionach, by w nocy śnić o dawnych i wymyślonych miłostkach.
Za dnia  z nauką, by w nocy być z łzami bezsilności.
W szkole z uśmiechem, w domu z pustym wzrokiem.
Miliony myśli, o Tobie, o snach, a szkole, o nauce, o sobie... o śmierci ?

Nieważne. Koniec. Teraz. Zaraz. Już ?





"Strzelają, a pociski przelatują przeze mnie. Czuję ból, widzę krew ale nie umieram. Noże, pięści, bitwa, walka. Chwytam mocno ostrze w dłonie gotowa by zabić, gotowa by przeżyć, by tylko cię spotkać. Ciach. Podcięte gardło, ręce drżą lecz serce nawet nie drgnęło. Idę dalej ,chowamy się po   zakamarkach marokańskich hoteli. Słysze obce głosy, macham ostrzegawczo ręką by stanęli, sama wyskakuje  za rogu i szybkim ruchem wbijam nóż po samą rękojeść w szyje jakiegoś.. Marokańczyka? Krew bryzga mi po twarzy, nie czekając jednak wyrywam  mu szybko  broń z ręki i  podaje moim kompanom. Ostrze wycieram o brzeg spodni i ruszamy dalej. Na trafiamy na oddział nie przyjaciół. Reszcie daje znać by ukryli się sama wychodzę na przeciw. Strzelam  z wcześniej zdobytej broni póki nie kończą się naboje, potem  mogę już tylko ciąć po nadbiegających ciałach. Otaczają mnie, wiem już że nie ucieknę. Czarne oczy w wpatrują się we mnie, jestem na celowniku  jakiś trzydziestu  strzelców. Przeżegnałam się i z zamkniętymi oczami czekam na strzały i fale bólu, kiedy jednak nic nie nadchodzi podnoszę powieki by zobaczyć Ciebie  na ich czele  z uniesioną ręką na znak "nie strzelać". Twoja zdrada boli bardziej niż  wszystkie pociski jakie przyjęło moje nieśmiertelne ciało. Uśmiechasz się do mnie. Ostatnie słowa jakie usłyszałam zanim zemdlałam brzmiały "ona należy do mnie"."