wtorek, 3 marca 2015

Nieszczęście w szczęściu.

Zadziwiające jak krucha jest ludzka natura i jak bardzo drobne gesty mają na nas wpływ. Taka jest prawda że kiedy człowiek jest szczęśliwy staje się słabszy. Niby jest dobrze ON mnie kocha, ON mnie akceptuje, ON mnie pożąda, a jednak ja ciągle nie mogę pokochać siebie. Chce coś ze sobą zrobić i robię ale nie regularnie więc efektów brak. Poza tym  czuje jakbym z każdym pocałunkiem, każdą rozmową zakochiwała  się w nim co raz bardziej, tak bardzo że aż ta miłość sprawia ból . Tak jakby przepełniała serce i wylewała się przez nie do końca zagojone rany rozrywając je. Na początku kiedy wypływa powoduje przyjemne mrowienie ale kiedy tylko dociera do mózgu podlewa ziarna niepewności, strachu, gniewu i nienawiści które powolutku kiełkują i splatają się ze sobą w jeden gruby konar który gałęziami wbija się boleśnie w myśli i podświadomość powodując koszmary w śnie i na jawie. I choć ON ścina je czasami to one ciągle odrastają  jakby silniejsze, bardziej natarczywe, groźniejsze ...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz