Ile razy pisałam już że sobie nie radze?? A ile razy o tym pomyślałam. Od przeklętego nowego roku tkwię w jakiejś próżni chce płakać, krzyczeć a jedyne na co mnie stać to milczenie i sztuczny uśmiech. Niby gdzieś tam na skraju duszy czuje cały ten smutek, ostatnie wydarzenia, gorzkie słowa i ciepłe uczucia do Niego, ale nie potrafię ich wydobyć. Duszę się. On chce mnie przytulać, całować a ja nie potrafię myśleć o niczym innym jak o przyszłości, o tym że i tak nie będziemy razem, o tym czy zdam maturę, o tym czy dostane się na studia, o tym czy depresja w końcu mnie pochłonie całą i najprościej się poddam.
.jpg)